Zaznacz stronę
Od kilku lat coraz popularniejszy staje się koncepcja work-life balance, stawiająca za cel dążenie do  równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. Ma ona zarówno zwolenników jak i przeciwników. Dziś postanowiłam się przyjrzeć, czym jest pojęcie „równowaga”, by rozjaśnić, skąd pojawiły się kontrowersje wokół tej koncepcji. Czy widzieliście kiedyś filmik, na którym kobieta, trzymając patyk w dłoni, tworzy niezwykłą konstrukcję z innych patyków. Ma się wrażenie, że ta konstrukcja unosi się jakby w powietrzu, niesiona niezwykłymi siłami. Okazuje się jednak, że kobieta wykorzystuje prawa fizyki i układa patyki, szukając ich środka ciężkości – punktu równoważącego dwa końce patyka. Filmik można zobaczyć tu:
Film ten jest przykładem na to, co może zdziałać idealna równowaga. Idea, do której wielu ludzi dąży, gdyż obiecuje ona spokój, satysfakcję i poukładanie dwóch ważnych obszarów naszego życia: pracy i życia prywatnego. Im dłużej zastanawiałam się nad tym, co zobaczyłam w filmiku, tym mocniej w mojej głowie dzwoniły dwa pytania: co się z tego typu równowagą wiąże i co jest jej konsekwencją. Doszłam do wniosku, że niesie ona olbrzymi koszt. A jest nim nieustająca koncentracja, mobilizacja oraz świadomość, że jeden błąd może zniweczyć wszystko.

Żonglowanie obszarami życia

Podobnie sprawa wygląda w metaforze Jamesa Pattersona dotyczącej żonglowania piłeczkami: “Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystko udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki – rodzina, zdrowie, przyjaciele, prawość – to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać.”  Kiedy czytam te słowa, znowu w mojej głowie rodzą się pytania takie jak: „Co jeśli upuszczę tę szklaną kulę?”,Co jeśli mój błąd zniweczy wszystko?”, a zaraz potem refleksja, że takie nieustające żonglowanie w strachu, by nie roztrzaskać szklanej kulki jest potwornie obciążające, stresujące, pochłaniające wiele energii. Czy przypadkiem takich ludzi, którzy starają się pogodzić wszystkie aspekty swojego życia w idei idealnej równowagi, w pewnym momencie nie dopada zmęczenie?  Moim zdaniem tak. Takie idealne poukładanie wymaga pracy, a potem nieustannego utrzymywania efektów i koncentracji, by nie dopuścić do zachwiania. Taki stan męczy… Moim zdaniem równowaga, tak mocno wypracowana, w pewnym momencie musi przestać istnieć. Tak jak w filmie kobieta zniszczy konstrukcję, a żongler przestanie przerzucać piłeczki. Oboje zapragną odpocząć, zmniejszyć poziom koncentracji, przekierować gdzie indziej swoją uwagę.

Czy można osiągnąć poczucie wewnętrznej równowagi bez żonglowania?

W układaniu patyków chodzi o znalezienie idealnego miejsca kolejnego elementu, które będzie równoważyło całość konstrukcji.  To miejsce jest zawsze jedno. A co jeśli w zachowaniu naszej zwykłej ludzkiej równowagi, elementy naszego życia nie mają jednego, idealnego miejsca? A może środek ciężkości może być, w różnych momentach naszego życia, gdzie indziej?  Tymczasem dążymy do jakiegoś ideału, jednej wymyślonej koncepcji równowagi, w pogoni za zrównoważonym życiem. Definiujemy sobie, czym jest równowaga między określonymi obszarami naszego życia i zaczynamy dążyć do niej. Wkładamy w to mnóstwo energii, latamy z grafikiem realizując po kolei ustalone przez siebie zadania, w pracy odcinamy się od życia prywatnego, w życiu prywatnym odcinamy się od pracy, dzielimy czas na równe części. Jeśli nie jest to w zgodzie z nasza osobowością, możemy czuć zmęczenie, zamiast spokoju wewnętrznego. Jeśli nam się to nie udaje, czujemy z kolei frustrację. W tej gonitwie za ideałem zapominamy o byciu dla siebie dobrym i troskliwym. Zapominamy wsłuchiwać się w siebie, by wiedzieć, co jest w nas aktualne. Nie dostrzegamy, że w różnych momentach naszego życia, potrzebujemy skupić się na innych aspektach, czasem bardziej na pracy, czasem na rodzinie itd. To determinuje za każdym razem inną definicję równowagi.  Nie ma dla nas obowiązującego jednego punktu równoważącego.

 

To czym jest ta równowaga?

Wobec tego zaryzykuję stwierdzenie, że osiągnięcie spokoju wewnętrznego, stanu do którego równowaga prowadzi, polega na podążaniu za naszymi prawdziwymi potrzebami. A żeby to było możliwe, warto nawiązać ze sobą kontakt, wsłuchiwać się w siebie. Zadawać sobie codziennie pytania: „Co jest teraz dla mnie ważne? Jakie są obecnie moje potrzeby?”.  A potem podążać za tym co się pojawi.  Dlatego definicja, jaką proponuję, brzmi tak:

„Równowaga to stan wynikający z umiejętności określania swoich potrzeb i podążania z odwagą za tym, co jest ważne, z zachowaniem pełnej troski dla siebie.”

A Ty co o tym sądzicie? Jaki jest Wasz punkt widzenia? Zgadacie się ze mną, czy może macie zupełnie inny ogląd na tę sprawę? Zapraszam do dyskusji. Pozdrawiam, Aneta Choroszy